Za fasadą odnowy. Mieszkańcy zapomnianej kamienicy w Kłodawie pytają: kto odpowiada za nasze bezpieczeństwo?
–
Podczas gdy centrum Kłodawy przechodzi spektakularną metamorfozę, zaledwie kilka ulic dalej mieszkańcy jednej z kamienic żyją w warunkach, które – jak twierdzą – zagrażają ich zdrowiu i życiu. Odpadające dachówki, wilgoć, pękające ściany i brak realnych działań ze strony instytucji publicznych rodzą pytania o odpowiedzialność, nadzór i wieloletnie zaniedbania.
–
Plac Wolności w Kłodawie stał się symbolem zmian. Odnowione elewacje, estetyczne detale i inwestycje w przestrzeń publiczną przyciągają uwagę mieszkańców oraz przyjezdnych. To obraz miasta, które chce być postrzegane jako nowoczesne i zadbane. Jednak ten obraz kończy się tam, gdzie kończy się centrum.
–
Przy ulicy Bierzwieńskiej znajduje się kamienica, której stan techniczny – według relacji mieszkańców i dokumentacji fotograficznej – od lat ulega pogorszeniu. Odpadający tynk, pęknięcia ścian, zawilgocenie, grzyb i pleśń to codzienność lokatorów. Szczególne obawy budzi stan dachu – mieszkańcy wskazują na spadające dachówki, które mogą stanowić realne zagrożenie dla przechodniów, w tym dzieci.
–
Wnętrza mieszkań często utrzymywane są przez lokatorów własnym wysiłkiem. To oni dbają o swoje otoczenie w takim zakresie, w jakim mogą. Problem dotyczy jednak konstrukcji budynku – a ta, jak podkreślają, wymaga pilnych działań systemowych.
–
Kluczowym pytaniem pozostaje kwestia własności i odpowiedzialności. Z informacji uzyskanych od mieszkańców wynika, że Gmina Kłodawa pobiera od nich opłaty oraz dokonuje meldunków w tej nieruchomości. Jednocześnie – jak twierdzą lokatorzy – nie podejmowane są skuteczne działania prowadzące do poprawy stanu technicznego budynku.
To rodzi istotne pytania: kto jest formalnym właścicielem kamienicy i kto faktycznie odpowiada za jej utrzymanie? Jeśli gmina pełni rolę właściciela lub zarządcy, zakres jej obowiązków wydaje się jednoznaczny.
–
W rozmowach z mieszkańcami powraca również wątek Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Według przekazywanych informacji, brak działań remontowych ma być uzasadniany ograniczeniami wynikającymi z ochrony konserwatorskiej.
–
Nasza redakcja od ponad tygodnia bezskutecznie próbowała skontaktować się z Delegaturą w Koninie. Telefony pozostawały bez odpowiedzi – dopiero dziś udało się uzyskać połączenie. W trakcie rozmowy z Emilią Habecką-Rosiak usłyszeliśmy, że nie posiada ona wiedzy na temat opisywanej nieruchomości. Jednocześnie zasugerowano, że poruszany przez nas temat może mieć charakter „szukania sensacji”.
–
Równocześnie skierowaliśmy oficjalne pytania do Delegatury w Koninie, kierowanej przez Grzegorza Budnika, dotyczące m.in. znajomości stanu technicznego budynku, ewentualnych kontroli, wydanych decyzji oraz możliwości przeprowadzenia prac remontowych.
–
Zastanawiające pozostaje również to, że mimo wpisania nieruchomości do gminnej ewidencji zabytków, brak jest widocznej reakcji na jej postępującą degradację. Rodzi to fundamentalne pytanie: czy konserwator zabytków został w ogóle rzetelnie poinformowany o skali problemu?
Równolegle skierowaliśmy pytania do Urzędu Gminy Kłodawa. Dotyczą one m.in. własności budynku, podejmowanych działań remontowych, dokumentacji technicznej oraz współpracy z konserwatorem zabytków.
–
Mieszkańcy wskazują bowiem na sytuację, w której odpowiedzialność może być przerzucana pomiędzy instytucjami – bez realnego rozwiązania problemu.
Dla lokatorów nie jest to jednak spór administracyjny, lecz codzienność. Każda zima, każdy silniejszy wiatr czy opady deszczu potęgują obawy o stan budynku. Poczucie niepewności towarzyszy im każdego dnia.
–
Trudno mówić o komforcie życia, gdy podstawowe bezpieczeństwo nie jest zagwarantowane.
Kłodawa pokazuje dziś dwa oblicza. Jedno – reprezentacyjne, odnowione, widoczne na zdjęciach i w oficjalnych przekazach. Drugie – ukryte, mniej wygodne, wymagające pilnej interwencji.
–
Nikt nie kwestionuje potrzeby inwestowania w przestrzeń publiczną. Pytanie brzmi jednak, czy rozwój miasta może odbywać się kosztem pomijania problemów jego mieszkańców.
Sprawa kamienicy przy ul. Bierzwieńskiej pokazuje, jak istotna jest przejrzystość działań instytucji publicznych i jasne określenie odpowiedzialności.
Jako redakcja będziemy oczekiwać odpowiedzi zarówno od Urzędu Gminy Kłodawa, jak i Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Do tematu wrócimy po ich otrzymaniu.
Bo za każdą „sprawą administracyjną” stoją ludzie – i ich bezpieczeństwo nie powinno być kwestią drugorzędną.
–
Może więc zamiast kolejnych pochwał i symbolicznych sukcesów, warto w końcu spojrzeć tam, gdzie dotąd nikt nie chciał patrzeć. Bo prawdziwa odpowiedzialność zaczyna się właśnie tam – w miejscach, które najłatwiej zignorować.
–
Na koniec trudno nie odnieść wrażenia, że sprawa od lat stoi w miejscu. Mieszkańcy słyszą wciąż te same tłumaczenia – że nic nie da się zrobić, że decyzje blokuje konserwator zabytków. Urząd Gminy w Kłodawie zdaje się przerzucać odpowiedzialność, zamiast szukać realnych rozwiązań i podejmować konkretne działania. Powoływanie się na brak zgody na jakikolwiek remont brzmi jak wygodna wymówka, a nie rzeczywista próba poprawy sytuacji. Tymczasem budynek dalej niszczeje, a ludzie nadal żyją w warunkach, które nie powinny mieć miejsca – i to jest fakt, którego nie da się dłużej ignorować.
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
źródło: Kolskiefakty.pl
Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com