WSPOMNIENIA DAWNEGO MINISTRANTA – spacerkiem po dawnym Kole.
Natknąłem się na stare z roku 1960 zdjęcia grupy chłopaków z Koła, z Kolskiej Starówki, związanych emocjonalnie z Klasztorem o.o. Bernardynów w Kole. Być w tamtych latach ministrantem w klasztorze nobilitowało nas, chłopaków, kilku czy kilkunastoletnich, w środowisku, w jakim mieszkaliśmy.
W Kole, my chłopaki z wyspowej części miasta, uchodziliśmy wtedy za przysłowiowych łobuziaków. A tu jak pamiętam „wybielał nas” tzw. immunitet ministranta. Takim naszym opiekunem był zakonnik o. Mariusz Lepianka, wspaniały człowiek i nasz największy duchowy przyjaciel. Szkoda, że już nie żyje. Na krótko przed jego śmiercią udało mi się telefonicznie z nim porozmawiać. Nie zdążyliśmy się spotkać. Zmarł w Leżajsku, w klasztorze ojców Bernardynów, 18.11.2020 r., mając 87 lat.
Ażeby być ministrantem w kolskim klasztorze trzeba było mieć dobre układy z chłopakami z „WYSPY”. FARA natomiast, to co pamiętam, okupowana była przez chłopaków z przedmieścia. Ojca Mariusza poznaliśmy wkrótce po jego studiach teologicznych. Pełen pomysłów i zapału do organizowania dla nas młodych chłopaków ciekawych zajęć, tak w klasztorze, jak i poza nim. Była choinka na Boże Narodzenie, był i św. Mikołaj z prezentami, a wiosną i latem wyprawy rowerowe poza miasto. A w niedzielę po mszy, często i śniadania dla ministrantów w klasztornej stołówce. Rozumiał nas, dzieciaków, z ubogich wtedy 60 lat temu rodzin z Kolskiej Starówki.
Jednak obowiązkowo to co wymagał od nas to było bardzo dobre opanowanie wtedy w języku łacińskim obsługi sprawowania liturgii przez kapłana. To on wpadł na pomysł, ażeby ministranci w klasztorze sprawowali podczas mszy św. posługę w habitach zakonnych. Fajno a zarazem i poważnie to wyglądało. Szkoda też, że nie zachowała się mi żadna fotka. Przed laty Ojcowie z kolskiego klasztoru pełnili duchową posługę w kaplicy kolskiego szpitala a także w Domu Starców. Był wtedy jedynie ten niski budynek, w którym obecnie funkcjonuje PCPR.
W każdą niedzielę rano o. Mariusz jechał konną bryczką (wtedy była taka w klasztorze) najpierw do szpitala a potem do dzisiejszego DPS prowadzonego przez siostry zakonne. Po mszy św. nie wypuszczały nas bez śniadania. Podczas wakacji letnich o. Mariusz organizował nam kilkudniowe wyprawy do Warty, do podobnego jak w Kole klasztoru. Zachowały mi się tym razem dwa zdjęcia. Tam zakonnicy opowiadali nam ciekawe dla nas historyjki, związane z miejscowym klasztorem jak i z zakładem psychiatrycznym, funkcjonującym po sąsiedzku. Wspominam tak po cichu, o naszych wyprawach wtedy bez wiedzy zakonników na klasztorne wieże, o myszkowaniu po klasztornych strychach i o poszukiwaniach wejścia do legendarnego lochu łączącego klasztor z kolskim zamkiem, czy łowieniu ryb w przyklasztornym stawie. Obecnie nie istnieje, został zasypany. A i udało się nam po kryjomu poczuć smak wina mszalnego. W Kolskim Klasztorze o.o. Bernardynów byłem ministrantem w latach 1959 – 1963.
Foto z 24 sierpnia 1960 roku zrobione podczas wycieczki do klasztoru, w Warcie. Autor, drugi z lewej w 5-tce ministrantów z Koła, w tle klasztor. A na rynku w Warcie piąty z prawej. Nazwisk pozostałych ministrantów nie pamiętam.
Tekst: Ryszard Borysiewicz
Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com