Turniej tenisowy w dworku przy ul. Zielonej
–
Sto lat temu, 22 sierpnia 1926 r. odbyło się spotkanie towarzyskie, na które zaproszenia głosiły – „konkurs tenisowy, czarna kawa, dancing i bridge”. Jak relacjonowało „Życie Kolskie” – już od południa szereg powozów i samochodów posuwało się ulicami Koła w stronę uroczego dworku pana Leona Kowalskiego.
Dookoła kortu tenisowego zasiedli w cieniu jabłoni amatorzy tej pięknej gry, panie, panny i panowie z powiatu kolskiego, konińskiego, słupeckiego, sieradzkiego, turkowskiego, a nawet kaliskiego i łaskiego. Rzekłbyś, że oto Koło wielkopolskie zawróciło wstecz w wieki minione, a przed oczyma masz zjazd sejmikowy. Tylko, gdy w późną noc goście rozjeżdżać się zaczęli, miast hajduków z pochodniami długie smugi oślepiającego światła reflektorów poprzedzały wracających do domów.
–
Do turnieju zgłosiło się 12 zawodników, w tym trzy panie. Szczególnie interesująco przebiegł pojedynek pomiędzy zwycięzcą K. Krzymuskim a A. Wyganowską. Ponownie oddajmy się relacji „Życia Kolskiego” – pani Wyganowska uderza piłkę silnie i pewnie, nie lęka się trudnych pozycji.
Jej uderzenia z back-handów były bez zarzutu, a przytem grała z wiarą w zwycięstwo i dlatego gdyby nie serwice, który jest stanowczo źle postawiony pan Krzymuski miałby ciężki orzech do zgryzienia.
–
Wieczorem, po turnieju ruszyło całe towarzystwo do pokoji, jedni do bridge’a zasiedli, inni oblegli bufet obfity w słodycze, tamci z miejsca poszli w tany. Tańczono shimmi, oberka, step i mazura. Serdeczną owację zgotowano Leonowi Kowalskiemu. Wyrazy podziękowania złożyła mu Maria Sokolnicka, żona prezesa Związku Ziemian Powiatu Kolskiego Jerzego Sokolnickiego, właściciela majątku w Powierciu. Śpiewano mu o stuletnim życiu, wychylano kielichy i ze zdwojoną energią podjęto taniec przerwany.
Spotkanie było także okazją do zbiórki na cele charytatywne. Licytowani piłki tenisowe. Wygrywał ten, kto ostatni wrzucił złotówkę do pudełka.
Walka o piłki była długa i zacięta. Zmęczył się więc prowadzący licytację. Krople znoju wystąpiły na czoło dzierżącego pudełko, bo było ono coraz pełniejsze i cięższe. Impreza przyniosła tysiąc złotych dochodu.
–
Opr. Tomasz Nuszkiewicz
Zdjęcie Zenona Wiktora Siwińskiego z 1973 r. dworku na ul. Zielonej
–


