„Patrzyłam, jak ten pies umiera”. Wstrząsająca relacja Czytelniczki z drogi krajowej nr 92. Czy wszystko zostało zrobione tak, jak powinno?
–
Do redakcji Portalu Kolskiefakty.pl zgłosiła się Pani Amelia, która wraz ze swoim chłopakiem była świadkiem dramatycznego zdarzenia na drodze krajowej nr 92 w okolicach Kłodawy. Jak podkreśla, do dziś nie potrafi pogodzić się z tym, jak – w jej ocenie – wyglądała reakcja służb.
Publikujemy jej relację, ponieważ porusza niezwykle ważny problem. Nie chodzi wyłącznie o śmierć jednego zwierzęcia. Chodzi o pytania dotyczące procedur, czasu reakcji służb oraz tego, czy wykorzystano wszystkie możliwości ustalenia okoliczności zdarzenia.
Według relacji Pani Amelii, 29 czerwca 2026 roku około godziny 20:45, jadąc rowerami drogą krajową nr 92, zauważyli wraz z chłopakiem psa leżącego na środku jezdni.
– Zatrzymaliśmy się natychmiast. Pies jeszcze żył. Ciężko oddychał, miał drgawki i walczył o życie. To był straszny widok – opowiada.
O godzinie 20:47 zadzwoniła pod numer alarmowy 112. Operator polecił jej kontakt z Komisariatem Policji w Kłodawie. Dwie minuty później wykonała kolejne połączenie. Usłyszała, że patrol został już wysłany.
Podczas oczekiwania na miejsce – jak relacjonuje – podjechali kierowcy samochodu na warszawskich numerach rejestracyjnych.
– Powiedzieli nam, że to oni potrącili psa. Tłumaczyli, że wybiegł za kotem. Pytali tylko, dlaczego wezwaliśmy służby i czy w Kłodawie znajdą nocleg, ponieważ po zderzeniu uszkodzili chłodnicę. Po chwili odjechali kilkaset metrów dalej, w okolice Baru Broda i stacji Orlen – wspomina.
Po ich odjeździe zatrzymał się motocyklista, który pomógł przenieść rannego psa z jezdni na trawę, aby nie został ponownie potrącony.
Mimo kolejnego telefonu na Policję o godzinie 21:13, patrol – według relacji Czytelniczki – nadal nie dotarł na miejsce.
– Widzieliśmy dwa radiowozy jadące w stronę miasta. Nadal jednak nikt do nas nie przyjeżdżał.
Funkcjonariusz pojawił się po około trzydziestu minutach od pierwszego zgłoszenia.
Jak twierdzi Pani Amelia, policjant zapytał jedynie, czy pies jeszcze żyje, spisał dane świadków i nie dopytywał o okoliczności zdarzenia.
– Dopiero sama powiedziałam mu o kierowcach, którzy przyznali się do potrącenia psa i o tym, gdzie się zatrzymali. Gdy odchodziliśmy, usłyszałam tylko, że „to i tak wina zwierzęcia i nic nie mogą zrobić”.
Najbardziej poruszył ją jednak widok, który zastała później.
– Około godzinę później wracaliśmy tą samą drogą. Psa nie było już na trawie. Leżał głębiej w krzakach. Nikogo tam już nie było. Następnego dnia około południa ciało psa zostało dopiero zabrane.
Redakcja KolskieFakty.pl zwróciła się do Komendy Powiatowej Policji w Kole z pytaniami dotyczącymi przebiegu tej interwencji. Chcemy uzyskać odpowiedzi między innymi na to:
– dlaczego czas dojazdu patrolu wyniósł około 30 minut,
– czy podjęto czynności zmierzające do ustalenia kierowcy pojazdu,
– czy zabezpieczono monitoring z okolicy miejsca zdarzenia oraz stacji paliw,
– jakie działania podjęto w celu zapewnienia pomocy rannemu zwierzęciu,
– dlaczego ciało psa zostało zabrane dopiero następnego dnia,
oraz czy interwencja została przeprowadzona zgodnie z obowiązującymi procedurami.
Nie przesądzamy o odpowiedzialności żadnej ze stron. Od tego są odpowiednie postępowania wyjaśniające.
Jednak mieszkańcy mają prawo oczekiwać odpowiedzi na pytania, które nasuwają się po tej relacji.
Jeżeli przedstawione okoliczności znajdą potwierdzenie, sprawa wykracza daleko poza los jednego psa. Dotyczy standardów działania służb, czasu reakcji oraz tego, czy w podobnych sytuacjach wykorzystywane są wszystkie dostępne możliwości, aby udzielić pomocy i rzetelnie wyjaśnić okoliczności zdarzenia.
–

–
Redakcja Portalu Kolskiefakty.pl będzie monitorować sprawę i opublikuje stanowisko Komendy Powiatowej Policji w Kole niezwłocznie po jego otrzymaniu.
–
źródło: Kolskiefakty.pl

