Nowe podatki od 2027 roku. Kto naprawdę skorzysta, a kto zostanie z niczym?

Sejm uchwalił zmiany w przepisach podatkowych, które mają wejść w życie od 2027 roku. Rząd mówi o korzyściach dla milionów podatników, niższych obciążeniach dla części osób pracujących i uszczelnianiu systemu podatkowego. Tylko czy te zmiany rzeczywiście odczują zwykli Polacy? Czy może po raz kolejny najwięcej zyskają ci, którzy już dziś zarabiają dobrze, a osoby z najniższymi dochodami będą mogły jedynie przyglądać się zapowiadanym korzyściom?

To pytanie nie jest bezpodstawne. Wystarczy przyjrzeć się temu, jak skonstruowano proponowane zmiany.

Jednym z najważniejszych elementów nowelizacji jest przebudowa skali podatkowej. Pierwszy próg PIT ma wzrosnąć ze 120 tys. zł do 130 tys. zł rocznie, a dochody pomiędzy 130 tys. zł a 150 tys. zł mają zostać objęte stawką 24 proc. Dopiero nadwyżka ponad 150 tys. zł będzie opodatkowana stawką 32 proc. Rząd szacuje, że na tych rozwiązaniach może skorzystać około 3,5 mln podatników.

Na pierwszy rzut oka brzmi to korzystnie. Problem polega jednak na tym, że nie wszyscy podatnicy znajdują się w takiej samej sytuacji. Osoba zarabiająca niewiele, która nie przekracza pierwszego progu podatkowego, może nie zyskać nic na samym przesunięciu progów. Ktoś osiągający wyższe dochody może natomiast zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych rocznie.

Warto więc zadać pytanie: czy reforma podatkowa, która przynosi wymierne korzyści przede wszystkim osobom przekraczającym określone poziomy dochodów, jest wystarczającą odpowiedzią na problemy ludzi zmagających się z rosnącymi kosztami życia?

Dla wielu rodzin najważniejszym problemem nie jest bowiem wysokość drugiego progu podatkowego, lecz to, ile pieniędzy zostaje na koncie po opłaceniu czynszu, raty kredytu, rachunków za energię, zakupie żywności i leków. Jeżeli po uregulowaniu podstawowych wydatków domowy budżet praktycznie świeci pustkami, nawet niewielka oszczędność podatkowa nie musi oznaczać odczuwalnej poprawy sytuacji.

Inaczej wygląda sytuacja osób osiągających wyższe dochody. W ich przypadku zmiana progów może przynieść realne oszczędności. Nie oznacza to, że każdy dobrze zarabiający podatnik automatycznie zyska, ponieważ znaczenie mają również forma zatrudnienia, sposób opodatkowania i indywidualna sytuacja podatkowa. Nie zmienia to jednak faktu, że osoby o niższych dochodach mogą nie odczuć bezpośrednich korzyści z tej części reformy.

Niepokój mogą mieć również przedsiębiorcy. Nowelizacja przewiduje obniżenie limitu przychodów uprawniającego do korzystania z ryczałtu z równowartości 2 mln euro do 250 tys. euro. Dla części właścicieli firm może to oznaczać konieczność zmiany formy opodatkowania i ponownego przeliczenia, która z dostępnych możliwości będzie dla nich najkorzystniejsza. Sam wyższy przychód nie oznacza automatycznie większego zysku, dlatego skutki takiej zmiany mogą być szczególnie istotne dla firm ponoszących wysokie koszty prowadzenia działalności.

Na tym jednak nie koniec. Wśród uchwalonych zmian znalazła się również likwidacja ulgi na internet, przy zachowaniu określonych praw osób, które skorzystają z niej po raz pierwszy w rozliczeniu za 2026 rok. Jednocześnie zwiększona ma zostać ulga dla honorowych dawców krwi, a ulga na robotyzację ma zostać przedłużona o kolejne dziesięć lat. Zmiany obejmują więc zarówno rozwiązania korzystne dla wybranych grup, jak i takie, które ograniczą dotychczasowe preferencje podatkowe.

Osobną kwestią są planowane zmiany dotyczące największych podatników i fundacji rodzinnych. Rząd zapowiada wyższe obciążenia dla osób osiągających bardzo wysokie dochody oraz ograniczenie możliwości wykorzystywania fundacji rodzinnych do celów związanych przede wszystkim z optymalizacją podatkową. To właśnie te rozwiązania mają między innymi pomóc w sfinansowaniu zmian i zwiększyć sprawiedliwość systemu podatkowego.

Czy jednak taki podział obciążeń okaże się wystarczający? I czy korzyści z reformy będą odczuwalne również dla tych, którzy najbardziej potrzebują wsparcia?

Nie można uczciwie stwierdzić, że na nowych przepisach zyskają wyłącznie bogaci, a wszyscy pozostali stracą. Takie uproszczenie byłoby nieuzasadnione. Można jednak wskazać realny problem: obniżenie podatku dochodowego nie jest tym samym co poprawa sytuacji materialnej osób najuboższych. Jeżeli ktoś płaci niewielki podatek lub nie płaci go wcale, zmiana progów PIT może nie przynieść mu żadnej bezpośredniej korzyści.

Dlatego przy ocenie reformy warto patrzeć nie tylko na deklarowaną liczbę beneficjentów, lecz także na to, jak rozkładają się konkretne korzyści. Ilu podatników zaoszczędzi kilkadziesiąt złotych rocznie, ilu zyska kilka tysięcy, a ilu nie odczuje żadnej zmiany? I co państwo proponuje tym, którzy mimo pracy i regularnego opłacania zobowiązań nadal mają problem z pokryciem podstawowych kosztów utrzymania?

To pytania, na które warto szukać konkretnych odpowiedzi, zamiast ograniczać się do politycznych deklaracji.

Na dziś trzeba również pamiętać, że uchwalenie ustaw przez Sejm nie oznacza jeszcze, że wszystkie nowe przepisy obowiązują. Ustawy muszą przejść dalsze etapy procesu legislacyjnego, a planowanym terminem wejścia w życie większości omawianych zmian jest 1 stycznia 2027 roku.

Ostatecznie najważniejsze nie będzie to, jak atrakcyjnie reforma wygląda w rządowych komunikatach, lecz to, co rzeczywiście zmieni się w portfelach Polaków. Bo sprawiedliwy system podatkowy powinien być oceniany nie tylko przez pryzmat tego, ile państwo pobiera od obywateli, ale również przez to, czy potrafi skutecznie odpowiadać na potrzeby ludzi o różnych dochodach.

Niższe podatki dla części obywateli mogą być dobrym rozwiązaniem. Pytanie jednak, czy korzyści będą odczuwalne również dla tych, którzy dziś najbardziej liczą każdą złotówkę.

–

foto: Anna Strzyżak / Kancelaria Sejmu

źródło: Kolskiefakty.pl

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com