LODY, LODY ŚMIETANKOWE, cz. II – NA LODY do „MISTRZA LODZIKA”… spacerkiem po dawnym Kole.
Ponownie, powracam wspomnieniami do lat połowy XX wieku, kiedy to mnie jak i moim rówieśnikom z lat dziecięcych, wyśmienite dawne smaki lodów śniły się po nocach. Wspomniałem ostatnio (w I cz.) o SUPER lodach sprzed niemal 70 laty państwa Augustyniaków ze Starówki a i teraz „delektuję się nimi” wspominając również i wyśmienite smakowo lody pana Franciszka Kowalskiego, o ksywie „LODZIK”.
Swojego ojca, Franciszka Kowalskiego (z ul. Rzeźniczej) wspomina jego syn dziś 81-letni Kazimierz Kowalski ( z ul. Krzywej)….. ojciec lodami handlował w latach 1941- 1961. Jeszcze w okresie okupacji hitlerowskiej, zaczął je wyrabiać domowym sposobem z mleka krowiego, dostarczanego z niemal peryferyjnej wtedy „kolskiej wsi” Blizna, NAGÓRNA. Żył w latach 1907 – 1978. Początkowo, lody kręcił on po wojnie w latach 1948-1958 z Janem Augustyniakiem z ul. Mickiewicza, jednak później rozstali się. Niemal codziennie wieczorem, już w domu przy ul. Rzeźniczej gdzie mieszkaliśmy, przegotowywał 30 litrów mleka o zawartości tłuszczu 4 – 5 % na kuchni węglowej w garnkach po 15 litrów. Następnie w 2 wiadrach ubijał po 40 jaj i dodawał po 3 kg cukru. Po zagotowaniu się mleka, ubite jaja z cukrem wlewał do zagotowanego mleka i ponownie je zagotowywał. Ta zaprawa lodów schładzała się do rana. Rano wkładał tą masę lodową do 2 pojemników po 20 l i je obkładał kawałkami lodu z solą. Do 1955 roku ojciec sprzedawał lody luzem na ulicy z kanek lub z pojemników zamontowanych na trójkołowym rowerze. W 1961 roku SANEPID zabronił sprzedawać je w ten sposób. Lody u ojca były, to co pamiętam, po 50 gr., po 1 zł , po 2 zł i po 3 zł. Jakiś czas, po 1955 roku miał swoją budkę z lodami na kółkach, z którą stawał koło starej poczty przy ul. Sienkiewicza (budynek zachował się do dzisiaj). Jednak we wrześniu 1961 r. przyjął się do pracy jako woźny w nowej Szkole nr 4, obecnie nr 2 na Mazajce. Przy lodach, my wtedy młode chłopaki pomagaliśmy ojcu jak tylko mogliśmy, za to ojciec fundował nam zawsze coś ciekawego…..
Foto archiwalne:
1.Swojego ojca Franciszka Kowalskiego wspomina dziś 81 letni Kazimierz Kowalski.
2. Rok 1950 .Franciszek Kowalski sprzedaje lody z kanek w sąsiedztwie budynku wtedy Komisariatu Milicji Obywatelskiej (MO) przy ul. Sienkiewicza, obecnie POLICJI.
3. Rok 1956 .Synowie Kowalskiego, Kazimierz po prawej stronie i młodszy Wojciech na bryczce, na Pl. PZPR przy dawnym kiosku RUCH.
PS. Co ciekawe, na zdjęciu tym z 1956 r. jedynie dwoje dzieci stojących na chodniku ma obuwie – sandałki, pozostałe stoją na boso. Wtedy 70 lat temu było normalką, że latem biegaliśmy na bosaka po kolskich ulicach. Czy ktoś z nas wtedy chorował z tego powodu? Dalej, mężczyzna po lewej stronie bryczki niesie pod pachą wielki okrągły bochen chleba. Tylko takie wtedy pieczono w kolskich piekarniach. A za bryczką z dziećmi dawne zarośla przy ul. Nowowarszawskiej, gdzie obecnie stoją pawilony handlowe przed mostem na Warcie. Dalej, po lewej stronie widoczny obecny budynek MTC przy ul. Kajki.
–

–

–

–
Zdjęcia użyczył mi Kazimierz Kowalski.
Tekst: Ryszard Borysiewicz

