„Czas nie leczy ran, tylko uczy nas, jak żyć z bólem”. Ojciec Adasia po latach wraca do tragedii w Koninie

Od śmierci 21-letniego Adama Cz. minęło niemal siedem lat, ale dla jego rodziny sprawa wciąż pozostaje otwartą raną. Artur Czerniejewski nie ukrywa rozgoryczenia długością postępowania i domaga się zmiany kwalifikacji prawnej czynu zarzucanego policjantowi Sławomirowi L. z nieumyślnego spowodowania śmierci na zabójstwo. W rozmowie z Portalem Kolskiefakty.pl opowiada o bólu po stracie syna, swoich zastrzeżeniach wobec przebiegu procesu i o tym, jakim człowiekiem był Adam.

Do tragedii doszło 14 listopada 2019 roku przy ulicy Wyszyńskiego w Koninie. Podczas policyjnej interwencji i pościgu za 21-letnim Adamem Cz. padł śmiertelny strzał. Młody mężczyzna zginął na miejscu. O oddanie strzału oskarżony jest policjant Sławomir L., który nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. W pierwszym procesie zapadł wyrok trzech lat pozbawienia wolności za przekroczenie uprawnień, jednak postępowanie nie zakończyło się prawomocnym rozstrzygnięciem. Sprawa ponownie toczy się przed Sądem Okręgowym w Kaliszu.

Podczas ostatniej rozprawy, która odbyła się 12 października 2026 roku, pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, mecenas Zbigniew Krüger, zawnioskował o zmianę kwalifikacji prawnej czynu na zabójstwo. Prokuratura nie zgodziła się z tym stanowiskiem, a sąd nie rozstrzygnął jeszcze wniosku. W rozmowie z naszą redakcją Artur Czerniejewski przedstawia swoją perspektywę i mówi wprost, czego oczekuje od wymiaru sprawiedliwości.

Redakcja Kolskiefakty.pl: Od śmierci Pana syna minęło już niemal siedem lat. Jak przez ten czas zmieniło się życie Pana i całej rodziny? Co jest dla Państwa najtrudniejsze w oczekiwaniu na ostateczne rozstrzygnięcie tej sprawy?

Artur Czerniejewski: Od dnia śmierci mojego syna jesteśmy, jak to odbieram, inwigilowani oraz nękani przez policję. Do dnia dzisiejszego nie ma dnia, żebyśmy nie myśleli o Adasiu. Ludzie mówią, że czas leczy rany. Niestety, dopóki — w mojej ocenie — osoba odpowiedzialna za śmierć mojego syna nie zostanie odpowiednio ukarana, ta rana się nie zabliźni. Wiem jedno: czas nie leczy ran, tylko uczy nas, jak z tym bólem żyć.

Redakcja Kolskiefakty.pl: Sprawa od lat toczy się przed sądem, a wcześniejsze rozstrzygnięcia nie zakończyły postępowania. Czy spodziewał się Pan, że proces będzie trwał tak długo i ponownie rozpocznie się od początku?

Artur Czerniejewski: Od początku wiedziałem, że sprawa będzie ciągnęła się bardzo długo. W końcu oskarżonym jest policjant. Uważam, że gdyby podobnego czynu dopuścił się zwykły obywatel, już dawno siedziałby w więzieniu. Nie sądziłem jednak, że dojdzie do sytuacji, w której po sześciu latach prowadzenia postępowań sprawa zostanie cofnięta i po niemal siedmiu latach proces ruszy od początku. Jestem przekonany, że takie przedłużanie sprawy może sprawić, iż ludzie w końcu o niej zapomną.

Redakcja Kolskiefakty.pl: Podczas ostatniej rozprawy mecenas Zbigniew Krüger wniósł o zmianę kwalifikacji prawnej czynu z nieumyślnego spowodowania śmierci na zabójstwo. Co dla Pana oznacza ten wniosek?

Artur Czerniejewski: Zgadzam się w stu procentach ze stanowiskiem mecenasa Zbigniewa Krügera. Uważam, że kwalifikacja czynu powinna zostać zmieniona. Oskarżony policjant wielokrotnie gubił się w swoich zeznaniach i przedstawiał różne wersje wydarzeń. Podczas rozprawy 12 października 2026 roku Sławomir L. przyznał, że sam zdecydował o użyciu broni i oddaniu strzału. W mojej ocenie ma to istotne znaczenie dla oceny całego zdarzenia. Jak twierdzę, widać to również na nagraniu.

Redakcja Kolskiefakty.pl: Policjant wcześniej miał mówić o żalu z powodu śmierci Pana syna, a podczas ostatniej rozprawy podkreślał, że oddanie strzału było jego decyzją. Jak odbiera Pan te wypowiedzi?

Artur Czerniejewski: Podczas pierwszej rozprawy w sądzie zwrócił się do mnie i powiedział, że żałuje tego, co zrobił, oraz że gdyby mógł cofnąć czas, nigdy nie pociągnąłby za spust. Podczas ostatniej rozprawy zaprzeczył temu, mówiąc, że to był jego wybór i jego decyzja, a strzelał, ponieważ czuł się zagrożony. Dla mnie te wypowiedzi są ze sobą sprzeczne.

Redakcja Kolskiefakty.pl: W sprawie pojawiały się rozbieżności dotyczące miejsca, w które trafił pocisk. Jakie znaczenie mają one, Pana zdaniem, dla ustalenia przebiegu tragedii?

Artur Czerniejewski: Na początku oskarżony utrzymywał, że oddał strzał z przodu, w klatkę piersiową, ponieważ obawiał się zagrożenia. Dopiero druga sekcja zwłok miała wykazać, że pocisk trafił Adasia w plecy. Uważam, że te rozbieżności mają ogromne znaczenie i powinny zostać dokładnie wyjaśnione. W mojej ocenie oskarżony przedstawia wydarzenia w sposób korzystny dla siebie, próbując wykazać, że nie ponosi odpowiedzialności za śmierć mojego syna.

Redakcja Kolskiefakty.pl: Wspominał Pan również o innych rozbieżnościach w materiałach dotyczących sprawy. Co budzi Pana największe wątpliwości?

Artur Czerniejewski: Praktycznie na każdej rozprawie, jak to odbieram, oskarżony zmienia swoje zeznania i sam się w nich gubi. Od początku miałem poczucie, że próbuje się przedstawić Adama jako kryminalistę i dilera. Mam dokumenty, które otrzymywałem z prokuratury, policji oraz laboratorium kryminalistycznego, i widzę w nich rozbieżności dotyczące substancji znalezionych w pobliżu syna.

Według informacji, które otrzymałem z prokuratury, przy Adamie nie znaleziono narkotyków. Wskazywano natomiast na biały proszek znajdujący się w papierowym zawiniątku kilka metrów od niego. Po dwóch tygodniach dostałem pismo z policji dotyczące gilarki z białym proszkiem, obwiązanej pomarańczową gumką recepturką. Z kolei po dwóch miesiącach otrzymałem pismo z laboratorium kryminalistycznego, w którym była mowa o dwóch dilerekach: jednej z pomarańczową gumką i białym proszkiem, a drugiej z zieloną gumką i tabletkami.

Te informacje budzą moje wątpliwości. Chciałbym, żeby wszystkie okoliczności zostały dokładnie wyjaśnione i żeby nikt nie próbował przedstawiać mojego syna w sposób, który nie odpowiada faktom.

Redakcja Kolskiefakty.pl: W pierwszym procesie policjant został skazany na trzy lata pozbawienia wolności za przekroczenie uprawnień. Jak ocenia Pan tamto rozstrzygnięcie i jakiej kary oczekuje Pan obecnie?

Artur Czerniejewski: Uważam, że trzy lata pozbawienia wolności to kpina i szydzenie z ludzkiego życia. Oczekuję kary, na jaką — moim zdaniem — zasługuje sprawca takiego czynu. Uważam, że powinien to być wyrok co najmniej 20 lat więzienia.

Redakcja Kolskiefakty.pl: Sąd zobowiązał biegłych do ponownego przeanalizowania swoich opinii. Na jakie odpowiedzi czeka Pan najbardziej i czy wierzy Pan, że dodatkowe analizy pomogą wyjaśnić okoliczności śmierci Adama?

Artur Czerniejewski: Mam nadzieję, że biegli dojdą do wniosku, iż doszło do zabójstwa, a policjant otrzyma wyrok, na jaki, w mojej ocenie, zasługuje.

Redakcja Kolskiefakty.pl: Czego oczekuje Pan od sądu na dalszym etapie postępowania? Co jest dla Pana najważniejsze?

Artur Czerniejewski: Bardzo ważne jest ustalenie pełnego przebiegu wydarzeń oraz zmiana kwalifikacji czynu z nieumyślnego spowodowania śmierci na zabójstwo. Przede wszystkim oczekuję jednak sprawiedliwego rozstrzygnięcia procesu.

Redakcja Kolskiefakty.pl: Na koniec chcielibyśmy zapytać o samego Adama. Jakim był człowiekiem i co chciałby Pan, aby ludzie o nim pamiętali?

Artur Czerniejewski: Adaś był ciepłym, miłym i uczynnym chłopcem. Nie wdawał się w konflikty, starał się załagodzić spory. Miał wokół siebie samych przyjaciół i, jak uważałem, żadnego wroga. Nie miał konfliktów z prawem, poza mandatem za przechodzenie przez ulicę w niedozwolonym miejscu.

Był zaręczony. Wyjechał do Anglii, żeby zarobić na własne wesele. Nie chciał obciążać nas kosztami, ponieważ wiedział, że w domu się nie przelewa. Chciał sam zapracować na swoją przyszłość.

Dla mnie zawsze będzie Adasiem — synem, który miał przed sobą całe życie, plany i marzenia. Tego nie da się już odzyskać.

Redakcja Kolskiefakty.pl: Dziękujemy Panu Arturowi Czerniejewskiemu za rozmowę i podzielenie się osobistymi wspomnieniami o synu.

Historia Adama Cz. to nie tylko wieloletnie postępowanie sądowe i spór o prawną ocenę działań policjanta. To również dramat rodziny, która od listopada 2019 roku żyje z bolesną stratą i czeka na ostateczne rozstrzygnięcie. Stanowisko ojca Adama pokazuje, jak ważne jest dla niego wyjaśnienie wszystkich okoliczności tragedii i rozstrzygnięcie sprawy przez sąd.

Postępowanie nadal trwa. Wniosek o zmianę kwalifikacji prawnej czynu na zabójstwo nie został jeszcze rozstrzygnięty, a o odpowiedzialności karnej oskarżonego zdecyduje sąd na podstawie zgromadzonych dowodów.

Redakcja Portalu Kolskiefakty.pl będzie śledzić dalszy przebieg sprawy i informować czytelników o kolejnych ustaleniach.

–

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com