A KIEDYŚ NA STARÓWCE ŚWINIAKI GANIANO PO ULICACH……… spacerkiem po dawnym Kole.
Malo kto z obecnego młodego pokolenia da wiarę, że i na Kolskiej Starówce można było 70 lat temu, a nawet i jeszcze gdzieś tak do połowy lat 70-tych, hodować niemal wszystko. Nie tylko konie (dorożkarskie) i takie luzaki, no i krowę, jak np. przez panią Tasową przy ul. Kajki, ale i gołębie, drób, kozy, króliki oraz trzodę chlewną. Zachowało mi się w moim rodzinnym albumie stare, sprzed prawie 70 laty ( z VI 1959 r.), zdjęcie mojej mamy śp. Walentyny ze świniakiem, jak go wtedy nazwaliśmy DOLUŚ, i z towarzyszącym im naszym dawnym kundelkiem Misiem. Zdjęcie zrobione zostało w czerwcu 1959 r. na posesji przy dawnym pl. Boh. Stalingradu 9, obecnie Nowy Rynek. Z tyłu widoczne są zabudowania hali produkcyjnej przy ul. Żelaznej nie istniejącego już ZREMBU. Niemal każda rodzina w wyspowej części miasta Koła w tamtych latach 50 i 60-tych hodowała jakiegoś zwierzaka dla własnych potrzeb. Dobrą sprawą było i to, że tak w sąsiedztwie na Kolskiej Starówce w końcu ul. Asnyka była rzeźnia miejska. A więc i do ubojni nie było daleko. Obecnie na jej miejscu pobudowano w latach 90-tych XX wieku bloki mieszkalne. Usługi rzeźnicze świadczył również za pewną opłatą i rzeźnik Michał Grzelak z ul. Wodnej 1. Wraz z Marią Wykpisz prowadzili oni w części domu wynajętego od pani Marciniak, gdzie wspólnie zamieszkiwali, wędzarnię. Oboje ponadto handlowali i warzywami z ogrodu po sąsiedzku wynajętego od pani Rutkowskiej. W latach 50-tych XX wieku obecna ul. Wodna miała nazwę ul. Buźniczej. A wracając do hodowli świniaków na Kolskiej Starówce, to tak po sąsiedzku przy ul. Zawiszy 4 te sympatyczne zwierzęta, acz niecenzuralne w nazwie podczas zdarzających się sąsiedzkich bywało kłótni, hodował i pan Olszewski. A przy ul. Orzeszkowej pan Ogonowski. Michał Grzelak miał opinię dobrego wędzarza. W okresie Świąt Bożego Narodzenia czy Nowego Roku ustawiała się do niego spora kolejka mieszkańców Koła a nawet i spoza, ze swoimi wyrobami. Nas, dzieciaków, podczas wędzenia za jakąś tam przysługę bywało, że poczęstował kawałkiem uwędzonej wędliny. Ach, jak ona nam wtedy super smakowała. A jakimi wspaniałymi wyrobami naszych rodziców podczas świąt się zajadaliśmy. Tego się nie zapomina. Wielką frajdą dla nas, małolatów, prawie 70 lat temu były jeszcze niespodziewane ucieczki któregoś z bohaterów od swojego właściciela. Ganialiśmy wraz z nim uciekiniera bardzo przejęci tym zdarzeniem po okolicznych ulicach dzisiejszego Nowego Rynku. Prawdą jest, że świniak prowadzony do ubojni odczuwał zbliżający się koniec, stawiał wtedy opór w jego prowadzeniu do ubojni. I to zazwyczaj było powodem zerwania się jego z powroza i udanych ucieczek. Pamiętam z opowieści znajomego mi mieszkańca Nowego Rynku o fakcie ucieczki z chlewika na świeże powietrze na Starówce jej lokatorki wraz z prosiakami, gdy ten raczył się herbatą w barze przy ul. Wschodniej. Wyłapanie prosiaków i ich matki było niezwykle trudne, gdyż atakowała każdego w ich obronie. Cóż to były dla nas za wspaniałe czasy, pełne lokalnych przygód. O telewizji i komputerach nie mieliśmy wtedy zielonego pojęcia. A gdy ktokolwiek pojawił się na ulicy z radyjkiem tranzystorowym podglądaliśmy, gdzie jego właściciel schowany ma przewód elektryczny.
PS. Dziękuję panu Sylweriuszowi Łukomskiemu z Kolskiej Starówki za pomoc w realizacji tego felietonu.
Foto. z archiwum domowego – VI 1959 rok.
Tekst Ryszard Borysiewicz
Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com